Zapiski miłośnika wszystkiego, co czeskie
RSS
niedziela, 01 stycznia 2012
Sto padesátý druhý
Nowy Rok to chyba niezła okazja, żeby na prawie martwym blogu coś opublikować ;-)

Krótkie więc podsumowanie minionego już roku. Zaczął się niezbyt dobrze, chociaż to tak naprawdę były złe rzeczy ciągnące się od dawna. Zaczynałem rok z depresją, z niechęcią wielką do pracy. Do pracy, w której królowała głupota z podlizywaniem się doprawiona jeszcze podkopywaniem.

Ale nic to, prawie pół roku odpoczywałem od tego bagienka. Gdy już zakończyłem leczenie, wróciłem do pracy. Wróciłem właściwie tylko po wypowiedzenie.

Nienajgorzej się złożyło, bo dostałem odprawę a kilka godzin po otrzymaniu wypowiedzenia dostałem propozycję nowej pracy.

Nowa praca całkiem fajna i mówię to już po przepracowaniu tam 6 miesięcy. Oczywiście, są rzeczy, które mnie tam wkurzają ale ogólnie jestem bardzo zadowolony. Popracuję więc tam jeszcze czas jakiś.

Zabawa sylwestrowa u K. - koleżanki z pracy - Czeszki. Dużo było ludzi, chociaż jeden taki, na którego obecność liczyłem, się nie pojawił. A liczyłem, bo widziałem człowieka na firmowej imprezie i co tu ukrywać, wpadł mi w oko. Odnalazłem jego profil na FB, zobaczyłem, że K. jest naszą wspólną znajomą. Co więcej, K. powiedziała, że ten chłopak to gej.

Liczyłem więc na to, że będę miał okazję poznać go bliżej. Teraz się nie udało. Może innym razem. A w ogóle, to po co się nastawiać? Nie ten, to inny się znajdzie. I tego sobie na nowy rok (teraz już małą literą pisany)życzę - żebym znalazł chłopaka na stałe. Z drugiej strony jakaś znajomość natury seksualnej też w grę wchodzi ;-)
21:19, malotraktorem
Link Komentarze (6) »
wtorek, 02 sierpnia 2011
Sto padesátý první
Do Pratchetta się dorwałem. "W północ się odzieję" to była pierwsza książka Pratchetta, którą przeczytałem. Spodobała mi się na tyle, że postanowiłem dać się wciągnąć w Świat Dysku. Kupiłem sobie (troszkę przypadkowo) kolejne dwie książki z tego cyklu. "Ruchome obrazki" i "Równoumagicznienie". Muszę przyznać, że nie żałuję. Obrazki już przeczytane, "Równoumagicznienie" właśnie czytam.

Wielu osobom pewnie nie trzeba Pratchetta przedstawiać. Znają go pewnie od dawna. To ja, jak zwykle, trochę opóźniony jestem. Do nich prośbę mam: poradźcie, które tomy jeszcze trzeba przeczytać. Które, ewentualnie, pominąć.

Tym, którzy go nie znają, powiem tyle: niech żałują. Bo literatura przyjemna, zabawna. W stylu fantasy, ale to nie do końca fantasy. Bo według mnie, to raczej zabawa w fantasy. W swych książkach Pratchett opisuje rzeczywistość wokół nas. Przebiera tylko wszystko i wszystkich w magiczno-baśniowe kostiumy. Tak, są tam magowie, czarownice, krasnoludy, czy elfy. Ale problemy mają takie, jakie mamy my, ludzie żyjący na Ziemi w XXI wieku. No i poczucie humoru autora - uwielbiam je po prostu!

Tagi: Pratchett
20:20, malotraktorem
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 11 lipca 2011
Sto padesátý
W nowej pracy już tydzień udało mi się przeżyć. Żartuję, ogólnie nie jest źle. Zamieniłem małą, przaśną manufakturkę na wielką, międzynarodową fabrykę. Na razie ciągle się uczę. Na szkoleniach i od współpracowników. Jest parę spraw, które średnio mi się podobają, niektóre mnie nawet wkurzają. Ale mam nadzieję, że będzie mi tu dobrze. Jest dużo różnych możliwości, że zacytuję "Dziewczyny do wzięcia". Ale jakich? Dużo, różnych. Są szkolenia, są wyjazdy zagraniczne, są oferty pracy w innych jednostkach korporacji. Dress code nie jest bardzo rygorystycznie przestrzegany, chociaż czasami trzeba się wystroić. Z najciekawszych wydarzeń pierwszych dni nowej pracy muszę powiedzieć o szkoleniu BHP prowadzonym po angielsku. A co!

Monitor sobie nowy kupiłem. Bo stary już ledwo zipał a poza tym ten nowy to 22 cale ma po przekątnej. I plaskaty taki bardziej jest. I może on służyć również jako telewizor. Może kiedyś sobie jakąś kablówkę sprawię. I przestanę być dziwakiem, co to telewizora w mieszkaniu nie posiada ;-)

Niczego ciekawego nie czytam, nie nadążam nawet z gazetami i/lub czasopismami. Zanim wyczytam takie Wprost albo Politykę, już nowy numer się pojawia. Lenistwo, po prostu.

A jak już w swojej brand new robocie się ogarnę, rozeznam trochę, to mam zamiar ruszyć na poszukiwania "drugiej połówki pomarańczy". Innymi słowy: czas ogłosić casting na męża ;-)
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Sto čtyřicátý devátý
No i stało się. Kończę współpracę z firmą, w której prawie całe zawodowe życie swoje spędziłem. Firmą, na którą wiecznie narzekałem ale odejść jakoś nie mogłem. Niby to szukałem pracy, nie chcąc jej jednak znaleźć. A teraz ktoś za mnie decyzję podjął. Dostałem wypowiedzenie. Myślę jednak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Bo pracę brand-new już mam "zaklepaną". Pracy tej boję się, oczywiście. Bo nowa, bo nieznana, bo w nieco innej branży niż ta stara. Ale mam też pozytywne odczucia, nadzieje. Jedną z lepszych cech nowej pracy jest to, że będę w niej używał języka obcego. I będzie to język obcy przeze mnie ukochany, ulubiony, miły sercu memu - język czeski!


Przeczytane ostatnio:

Marcin Szczygielski - "Czarny młyn". Horror/thriller dla dzieci. Ale cóż zrobić? Czekając na kolejne części "Kronik nierówności" przyjemnie było przeczytać inną książkę pana Marcina. Była to już trzecia książka dla dzieci/młodzieży autorstwa pana Marcina, którą przeczytałem. Nieważne, dla kogo pan Marcin pisze, pisze zawsze z polotem, ma poczucie humoru, które mi odpowiada.

Elaine Morgan - "Pochodzenie kobiety". Książka, którą mi Ola pożyczyła. Autorka opowiada o pochodzeniu człowieka skupiając się na człowieku płci żeńskiej. Kreśli też hipotezę o tym, że przez czas jakiś ewolucja naszego gatunku przebiegała w środowisku wodnym (tzn. z lądu do wody i na ląd z powrotem). Bardzo ciekawe spojrzenie. Myślę, że Morgan może mieć dużo racji w swoich poglądach na ewolucję człowieka.

Ignacy Karpowicz - "Balladyny i romanse". Książka dla mnie. Na szczęście nie tylko dla mnie. Bo twórca dostał za tę powieść "Paszport Polityki". Pełna humoru książka, w której splatają się przeróżne wątki. Bohaterowie to zarówno ludzie z krwi i kości, zwykli mieszkańcy naszego szarego kraju (kraju "w promocji") jak i bogowie (z przeróżnych panteonów: Grecja, Rzym, chrześcijaństwo) oraz postaci literackie (na przykład tytułowa Balladyna). Żeby przebrnąć przez grube dość tomiszcze trzeba mieć trochę rozeznania w literaturze (dlatego napisałem, że książka dla mnie). Miałem z tą książką niemiłą przygodę. Otóż, gdym dotarł do strony 304. (czy coś koło tego) okazało się, że na moim egzemplarzu ktoś chciał zaoszczędzić. Strony niektóre białe były całkiem. I nie wyglądało mi to na celowy zabieg autora czy wydawcy. Udało mi się jednak wymienić bubla na egzemplarz bez wad i dokończyć lekturę. Warto było.

Monika Szwaja - "Nie dla mięczaków". To była książka "gratisowa", dodawana przez Empik do zakupów innych książek. Najpierw przeczytała ją moja siostra. Poleciła mi ją. Z pewną taką nieśmiałością podszedłem do lektury. Bo nazwisko autorki kojarzyło mi się ze szmirą, z literaturą niskich lotów. Niepotrzebnie się obawiałem. Bo książka całkiem, całkiem. Opowiadanie o facecie, któremu nie dane było zaznać "wolności" po rozwodzie.


Obejrzane: "Wyśnione miłości" ("Les amours imaginaires"), reż. Xavier Dolan. Bardzo ładny, poetycki film. Film o miłości, oczywiście. O miłości pięknej, choć niespełnionej. Od jego obejrzenia oglądam na jótjubie różne wersje piosenki "Bang, bang" (w filmie śpiewa ją po włosku Dalida).

W kolejny serial się wciągnąłem. Bo 7. seria DH się skończyła, następna będzie dopiero jesienią. Oglądam więc "Jak poznałem Waszą matkę". Awesome!
niedziela, 22 maja 2011
Sto čtyřicátý osmý
Abiekt organizuje Dni HomoWarszawy. Ciekawa inicjatywa, popieram więc. I zapraszam do zapoznania się z programem:


20:49, malotraktorem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 kwietnia 2011
Sto čtyřicátý sedmý
Dobry film dzisiaj widziałem. Przez Teresę, bo na swoim blogu pisała o przeglądzie filmów o tematyce LGBT w kinie Cytryna. Wybrałem się więc i ja. Na film izraelski "Bańka mydlana". I wyszedłem z kina wstrząśnięty, przygnębiony. Chociaż wiele scen mnie rozbawiło. Film jednak nie kończy się dobrze. I niech mi ktoś powie dlaczego w Izraelu nie można zatrzymać tej spirali nienawiści. Raz izraelscy żołnierze zastrzelą jakiegoś Araba, to znowu Arabowie podłożą gdzieś bombę i giną Izraelczycy, itd., itd. A młodzi ludzie w tym kraju chcieliby żyć normalnie - bawić się, tańczyć, kochać. Niestety, nie wszyscy młodzi ludzie. Część daje się omamić propagandzie jednej lub drugiej strony.

Taka pisanina bezładna, bo na gorąco chciałem emocje uchwycić.
23:04, malotraktorem
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Sto čtyřicátý šestý
Na koncercie dziś byłem. W łódzkiej Filharmonii wystąpiła Edyta Geppert z zespołem Kroke i Krzysztofem Herdzinem. Na początu Pani Geppert zaśpiewała kilka "smętów" ale później się rozkręciła. Z kolegą, który jest moim "stałym partnerem" od koncertów Geppert, Bajora czy Majewskiej, pozwoliłem się nie zgodzić w ocenie występu. P. stwierdził bowiem, że wolał "starą" Geppert, bez Kroke. Dla mnie też Geppert jest wielką artystką. Ale lubię też muzykę klezmerską, która jest domeną zespołu Kroke. I, według mnie, chłopaki grali wyśmienicie. A wielkość, profesjonalizm, charyzma Pani Geppert plus te same cechy Kroke to razem dużo więcej niż suma. To zupełnie nowa jakość. (Mam nadzieję, że nikt mi po tych dwóch ostatnich zdaniach nie wypomni matematycznego wykształcenia). Pani Edyta jest typem estradowym. W studio nagrywa dobre płyty, na żywo, w kontakcie z publicznością do tego materiału dodaje serce. I dzisiaj też tak było. Zarówno Pani Edyta, jak i Kroke oraz Krzysztof Herdzin dali z siebie wszystko, w dodatku świetnie się tym bawiąc. Krótko, jestem bardzo zadowolony z koncertu. Teraz jeszcze słucham sobie płyty "Śpiewam życie"
23:14, malotraktorem
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 stycznia 2011
Sto čtyřicátý pátý
Dawno nie pisałem. Taki początek ma wiele moich notek. A teraz też nie za bardzo chce mi się pisać. Bo ogólnie to nic mi się nie chce.

Wiele rzeczy do zrobienia, do poukładania, do przemeblowania. Wiem, że powinienem ruszyć dupę, ciężko mi to jednak idzie.

Przeczytałem ostatnio:
1. Marcin Szczygielski "Za niebieskimi drzwiami" - książka dla starszych dzieci lub młodej młodzieży (jak kto woli), ale ja takie lubię.
2. Marcin Szczygielski "Bierki" - tu z kolei głównym targetem są geje, książkę pożarłem na jeden raz.
3. Margaret Atwood "Rok potopu" - Atwood dobra jest i tyle. Jeśli ktoś tej pani nie zna, polecam też "Opowieść podręcznej".
4. Stieg Larsson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Dobry szwedzki kryminał. A wydawało mi się, że nie lubię kryminałów.
5. Majgul Axelsson "Droga do piekła"
6. Mariusz Szczygieł "Zrób sobie raj" - książka niepoprawnego czechofila (takiego, jak ja), trochę podobna do Gottlandu ale bardziej skupiająca się na jednym temacie, którym jest stosunek Czechów i Polaków do wiary i religii.

Teraz czytam (od Mikołaja dostałem): Eduardo Mendoza "Lekka komedia" (lekka ale książka gruba dość).


Obejrzałem ostatnio:
w kinie:
Mr. Nobody (reż. Jaco Van Dormael) - nie polecam. Motyw alternatywnych losów bohatera to już nie nowość w kinie. A Kieślowski i tak robił to lepiej. Do tego momentami zbyt nachalne nauczanie o teorii wielkiego wybuchu, o rozszerzaniu się Wszechświata, o teorii strun, etc. Do tego całkiem już odjechana scena z aniołami. Jedyny plus to przystojny aktor (Jared Leto).
na iplex.pl:
Obiecaj mi (reż. Emir Kusturica). Ten mi się podobał. Zakręcony, momentami śmieszny, momentami smutny. Przyjemnie się ogląda.
na dvd:
Operacja Dunaj (reż. Jacek Głomb). Miałem opory, balem się tego filmu. Niepotrzebnie. Całkiem sympatyczna komedia o tym, jak pięknie się z braćmi Czechami różnimy, ale też i o tym, jak to jednoczył nas w trudnych czasach "totality" wspólny wróg (chociaż oficjalnie przyjaciel to był największy i po wsze czasy). Film stary, gdyby ktoś jednak nie widział, polecam.
sobota, 01 stycznia 2011
Sto čtyřicátý čtvrtý
Powrót do domu ok. siódmej, przekrwione oczy, boląca głowa, ochrypnięte gardło to dowód na to, że impreza sylwestrowa udana była.

Impreza w miłym towarzystwie. Takim jak lubię. Bo w 100% gejowskim (dziesięciu chłopa ;-) i dwie dziewczyny, które też w mężczyznach gustują). Obecność jednego pana mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się go wczoraj spotkać a tu proszę: сюрприза. Pan ten aż z Санкт-Петербурга przyjechał. Było kiedyś trochę o nim na tym blogu. Muzycznie imprezka pod znakiem języka rosyjskiego ale także Abby i The Beatles. I co ja poradzę na to, że jak słyszę Abbę to nóżki same chodzą. W ten rok więc, w którym zmiana kodu nastąpi (brrr!) tanecznym krokiem wkroczyłem. I oby był to dla mnie dobry prognostyk na cały rok.

Czytelnikom nielicznym ale wiernym także życzę aby ten rok pełen był dobrych dni, sukcesów, miłości, etc., etc.

Postanowień noworocznych nie będzie, bo ich i tak później nie realizuję, po cóż więc mam się na własne życzenie dołować. ;-)
12:37, malotraktorem
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 września 2010
Sto čtyřicátý třetí
No, dobra. Z Pragi ponad tydzień temu wróciłem. Pora na jakąś notkę na ten temat.

Wyjazd ogólnie bardzo udany. Przyjemne z pożytecznym. Pożyteczne, bo uczyłem się języka czeskiego na Uniwersytecie Karola w Pradze. Przyjemne, bo Praga jest naprawdę pięknym miastem. Bo poznałem bardzo sympatycznych ludzi. Bo się trochę poseksiłem nawet ;-)

Letni kurs języka czeskiego jest organizowany przez UK w Pradze od lat. W zeszłym roku byli tam moi znajomi. I bardzo chwalili. Więc w tym roku ja się tam udałem. Skorzystałem z tego, że jest organizowana specjalna grupa dla Polaków. Grupa ta przyjeżdża do Pragi na 2 tygodnie, podczas gdy inni na 4 tygodnie. Dla niektórych argumentem za takim rozwiązaniem jest cena kursu, dla mnie też, chociaż w moim przypadku w grę wchodzi też możliwość wzięcia urlopu (dwa tygodnie ok, dłuższy urlop wziąć byłoby ciężko). Mieliśmy bardzo dobrą (šikovnou) nauczycielkę - panią Alenę. Oprócz zajęć w szkole mieliśmy też spotkania ze znanymi ludźmi, wyjścia do kina, do teatru, w weekend wypad do Czeskiego Raju, etc. Wszystko naprawdę dobrze zorganizowane. A oprócz kursu, oprócz zorganizowanego czasu, miałem też trochę czasu na swoje przyjemności. Na łażenie bez konkretnego celu po Pradze, w pojedynkę bądź w miłym towarzystwie znajomych. Na kupno książek, cedeczek, devedeczek, pamiątek. Na żłopanie piwska. Na pójście do sauny raz i drugi. Sauny pod tęczowym znakiem, oczywiście.

Byłem na koncercie na letniej scenie Divadla Ungelt: "Marta Kubišová a jeji host - Lucie Bílá". I udało mi się dostać autografy obu pań. Pani Kubišová miała płyty podpisywać po koncercie. Tak nam powiedziano. Za to Lucie śpiewała tylko do przerwy i później miała "narychlo" stamtąd wyjść. Jestem bardzo zadowolony z tego, że udało mi się Lucie "przydybać" i autograf od niej dostać. Akcja ta tak mnie podjarała, że nie wiem, co się działo w drugiej części koncertu. ;-)

Jeszcze w Polsce zgłosiłem się na egzamin z czeskiego dla cudzoziemców na poziomie B2. I nawet zapłaciłem zań. Trochę się denerwowałem, że niepotrzebnie wydałem pieniądze, bo bałem się, że egzaminu nie zdam. Jednak zdałem. Z ogólnym wynikiem 88,5%. Teraz na piękny (mam nadzieję) certyfikat czekam.

I cały czas mam zagadkę. Czy mój gaydar nie działa? Czy też niektórzy ludzie się nie przyznają do swej orientacji? Siostro, uspokój się! ;-)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16


Przeciwdziałaj dyskryminacji - to nie jest trudne










statystyki www stat24